Oglądasz posty znalezione dla zapytania: Galeria na Kole
Temat: czy warto przyjechac?
Zabytki Siemiatycz
poziomk napisał:
> Nigdy w Siemiatyczach nie bylem. Co warto zobaczyc? jest cos u was do
> zwiedzania?
Sezon wakacyjny w pełni, więc odpowiadam na twoje pytania. Co warto zobaczyć w
Siemiatyczach:
Kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia NMP - murowany budynek pochodzący z
1638 r. stoi w miejscu dawnego kościoła drewnianego. Podczas panowania
Radziwiłłów zmieniono go w zbór protestancki, ale na początku XVII wieku
ponownie stał się kościołem rzymskokatolickim. Sto lat później powstał kompleks
zabudowań klasztornych dla ojców misjonarzy, którzy przejęli prowadzenie
parafii w 1727 r. Wraz z kościołem domy zakonne zostały otoczone ozdobnym
murem, którego elementem była brama, zwieńczona figurą św. Michała Archanioła,
prowadząca do kościoła. W XVIII wieku kościół zyskał barokowo-klasycystyczną
fasadę i był wtedy jednym z najpiękniejszych tego typu obiektów na Podlasiu.
Kilka razy w świątyni wybuchały pożary niszczące część wyposażenia. Na
szczęście zniszczenia nie dosięgły kościoła w czasie dwóch wojen światowych.
Cerkiew prawosławna pw. Świętych Piotra i Pawła - stoi na wzgórzu, u zbiegu
ulic Powstania Styczniowego i Bartosza Głowackiego. Pierwotny drewniany budynek
został ufundowany w XV wieku przez Olechnę Kmitę Sudymontowicza. Przez ponad
200 lat, w okresie 1614-1838 był świątynią unicką. W 1866 roku obok drewnianego
wzniesiono budynek murowany. Kilkanaście lat później, u podnóża wzniesienia, na
którym stała cerkiew, wzniesiono bramę wejściową, nad którą umieszczono obraz
Świętej Trójcy. W cerkwi znajduje się neorenesansowy, wykonany w Grodnie
ikonostas.
Synagoga - dawna bożnica - wzniesiona w latach 1797-1801, miała być
zadośćuczynieniem księżnej Jabłonowskiej wobec gminy żydowskiej. W wyniku
przebudowy miasta siemiatyccy Żydzi stracili bowiem swój cmentarz. Synagoga
została spalona podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej.
Odbudowany w latach 1959-64 obiekt zatracił cechy stylu, jaki nosił pierwotnie.
Przekształcono także wnętrze. Obecnie jest siedzibą Siemiatyckiego Ośrodka
Kultury.
Przyszkółek - Dom Talmudyczny - neobarokowy budynek z elementami modernizmu
został wzniesiony nieopodal synagogi prawdopodobnie w 1900 r. Był użytkowany
przez społeczność żydowską do II wojny światowej. Obecnie znajduje się tu
Miejska Biblioteka Publiczna.
Kaplica cmentarna pw. św. Anny - pochodzi z lat 1826-27, jest budynkiem
wzniesionym na planie prostokąta z kwadratową dwukondygnacyjną wieżą. Kaplica
znajduje się na cmentarzu, prowadzi do niej brama stanowiąca wejście na
cmentarz od ulicy Rogińskiego.
Ewangelicka kaplica cmentarna - klasycystyczna kaplica zbudowana na planie koła
w połowie XIX wieku, ma dwukomorową kryptę. Sklepienie tworzy spłaszczona
kasetonowa kopuła, którą wieńczy latarnia ze świetlikiem. Nie zachowało się
wyposażenie kaplicy. Znajduje się tu teraz galeria sztuki sepulkralnej, gdzie
można zobaczyć krzyże nagrobne wykute niegdyś przez okolicznych kowali. Kaplica
znajduje się w głębi cmentarza, prowadzi do niej brama od strony ulicy
Ciechanowieckiej.
Cmentarz - założony w 1805 r. wielowyznaniowy cmentarz usytuowany jest w
północnej części miasta. W okolicach oraz na samym cmentarzu rozegrała się
jedna z bitew powstania styczniowego, zakończona klęską Polaków. W obrębie
cmentarza znajduje się symboliczny grób poległych powstańców. Można tu także
znaleźć wiele zabytkowych nagrobków mieszkańców Siemiatycz wielu wyznań.
Stary cmentarz żydowski - będący w przeszłości miejscem pochówku mieszkańców
wyznania mojżeszowego. W czasie okupacji wchodził w obręb getta, został
zlikwidowany po deportacji Żydów. Po wojnie rozgrabiony, popadł w ruinę.
Zachowała się brama prowadząca do cmentarza i pojedyncze tablice nagrobne.
Mur kamienny okalający teren pałacu - pochodzący prawdopodobnie z XIII wieku,
otaczał teren zabudowań pałacowych, które zostały zniszczone w XIX wieku. Mur,
wykonany z kamienia polnego, w ostatnich latach został zrekonstruowany.
Oranżeria - jeden z wielu obiektów siemiatyckiego zespołu pałacowego. Z
pierwotnego budynku po powstaniu styczniowym pozostała tylko ruina. Po wojnie
klasycystyczna oranżeria została całkowicie odbudowana według planów z 1860 r.
Obecnie mieści się tu szkoła muzyczna.
Temat: Kim są maryniści?
Kim są maryniści?
"Słowo marynistyka wywodzi się od łacińskiego "mare" morze. A zatem jest to
dziedzina twórczości poświęcona morzu. Naczelnym zadaniem współczesnego
marynisty jest popularyzacja zagadnień morskich w społeczeństwie. Jest to
zapisane w pierwszym paragrafie Stowarzyszenia Marynistów Polskich,
stowarzyszenia ludzi, którzy część lub całość swojej twórczości poświęcają morzu.
Morze, ten wspaniały piękny, czasami pełen grozy twór natury od wieków
fascynował artystów i pisarzy. Pisali o nim między innymi Jack London, czy
nasz rodak Józef Conrad Korzeniowski. Malowali je malarze tej miary, co
Francuz Gericault, Anglik Tumer czy Rosjanin Ajwazowski. Polska może również
poszczycić się osiągnięciami w dziedzinie marynistyki, zwłaszcza od czasu. gdy
w 1918 r. wraz z wolnością uzyskała dostęp do morza. W miesięczniku "Morze"
ukazującym się od 1924 r. zamieszczali swe teksty Stefan Żeromski, Stanisław
Maria Saliński i Mariusz Zaruski.
Obrazy o tematyce morskiej tzw. mariny były często wystawiane i nagradzane na
Salonach Sztuk Pięknych. Tworzyli je artyści tej miary, co Władysław
Ślewiński, Leon Wyczółkowski, Wojciech Weiss. Pierwszą próbę zjednoczenia
artystów marynistów podjął wspaniały malarz i wielki patriota Marian Mokwa.
Już w 1933 r. w Gdyni założył Związek Plastyków Morskich, którego
współzałożycielami byli m.in. Antoni Suchanek, Soter Jaxa-Małachowski,
Włodzimierz Nałęcz, W 1934 r. w Gdyni otwarto
Galerię Morską, której twórcą i
fundatorem był również Marian Mobya. Wojna przerwała tę jakże pożyteczną
działalność. Wiele dzieł wskutek działań wojennych zostałe zniszczonych lub
wywiezionych do Niemiec. Po wojnie już w 1949 r. pojawiły się próby skupienia
ludzi zainteresowanych tematyką morską. Powstały
koła lub kluby marynistów
przy Lidze Morskiej, wspólnie ze związkami dziennikarzy, literatów i
plastyków. Jednak działały one w odosobnieniu i tylko w kilku dużych miastach
Polski. Chęć zjednoczenia kół i klubów w jedną organizację została uwieńczona
sukcesem, kiedy to 4 sierpnia 1968 r. powołano do życia Stowarzyszenie
Marynistów Polskich z siedzibą Zarządu Głównego w Warszawie i siedmioma
oddziałami terenowymi. Stowarzyszenie skupia w swym gronie pisarzy,
publicystów, poetów, muzyków, plastyków. fotografików, filmowców, ludzi radia
a ostatnio twórców telewizyjnych. Naczelnym zadaniem Stowarzyszenia jest
popularyzacja zagadnień morskich w społeczeństwie. Czynią to pisarze, a
głównie publicyści podejmując aktualną tematykę związaną z zagadnieniami
gospodarki morskiej, a także ekologii. Powstało również wiele prac o tematyce
podróżniczo morskiej. Warto wspomnieć tu takich pisarzy jak Arkady Fiedler,
Alina i Czesław Cętkiewiczowie czy Henryk Mąka. O początkach floty polskiej
wspaniale pisał Karol Olgierd Burchardt, autor słynnej książki "Znaczy
Kapitan". Wiele wartości do literatury dokumentacyjnej walki Polaków na
morzach w II Wojnie Światowej wniósł pisarz i dokumentalista Jerzy Pertek z
Poznania, autor dzieła "Wielkie Dni Małej Floty". Powstało wiele świetnych
dzieł plastycznych przedstawiających piękno polskiego morza, jak i ludzi z nim
związanych dokerów i rybaków. Dziś, kiedy od 1989 r. żyjemy w prawdziwie
wolnej Polsce, także naszym marynistów obowiązkiem staje się włączenie w nurt
walki o czystość Bałtyku, strefy nadmorskiej jak również wód śródlądowych.
Czynimy to w każdy możliwy sposób. poprzez publicystykę, popularyzację
zagadnień ekologicznych, szczególnie wśród młodzieży. Celowi temu służą także
plenery plastyczno - fotograficzne. Plonem ich są dzieła ukazujące piękno
morza, ale także dewastację wybrzeża i strefy nadmorskiej."
Jan Stopczyński - wiceprezes Stowarzyszenia Marynistów Polskich, fragmenty
wstępu do wystawy obrazów "Maryniści w Niepołomicach".
Temat: TO WARTO POZNAĆ - KARNIOWICKI KURCHAN GROBOWY
Samo "H" - reszta cudo!
malop napisał(a):
> Na trasie Kraków-Krzeszowice-Trzebinia w Dulowej należy skręcić w prawo (na
> pólnoc) i po 2km można zobaczyć budowę KURCHANU GROBOWEGO
>
>
> Parametry geometryczne kurhanu:
> wysokość: 15m
> średnica: 26m
>
> Parametry eksploatacyjne
> Ilość miejsc pochówku: 2,5 tysiąca (trumien) + 1 tysiąc miejsc na urny
> kremacyjne. Jest to ilość równocześnie mumifikujących się ciał. Po
> sproszkowaniu zwłok odpowiednia gospodarka przestrzenna wewnątrz każdego
> grobowca pozwoli na zwielokrotnienie miejsc. Więcej w dziale technologia
>
> Teren kompleksu grobowo-świątynnego
> Centralnym punktem kompleksu jest kurhan świątynno-grobowy oraz wbudowane we
> wzgórze świątynne zabudowania sojalne. Plan zagospodarowania przestrzennego
> przewiduje stworzenie na terenie kompleksu parku wypoczynkowo-rekreacyjnego,
> zadrzewionego, z licznymi sciezkami spacerowymi i ławeczkami. Jest to
> realizacja idei bliskiego kontaktu żywych z przodkami, pamięcią o nich i
więzią
>
> z przeszłością - dzieci przyprowadzane na spacer do parku przez dziadków
> traktują kurhan - górę przodków bardzo naturalnie. Nic nie stoi na
przeszkodzie
>
> by kurhan ze względu na swoje ukształtowanie był miejscem zimowej radosnej
> zabawy dzieci.
>
> Kurhan
> W celu zapewnienia właściwych warunków mumifikacji ciał należało połączyć
> zalety budowli ziemnych pozwalających na osiągnięcie stałej temperatury z
> zaletami budowli naziemnych o niskiej wilgotności - stąd idea wzniesienia
> kurhanu będącego zarazem nad i pod ziemią, odizolowanego od środowiska
> pancerzem betonowym i tkaninami izolacyjnymi, obsypanego ziemią i pokrytego
> specjalnymi roślinami chroniącymi przed wypłukiwaniem ziemi. Takie
rozwiązanie
> pozwala na utrzymanie stałej temperatury +4°C, wkomponowanie obiektu w
> otaczający krajobraz, oraz nadanie kurhanowi symboliki świętej góry przodków.
>
> Grobowiec
> Grobowce rozmieszczone są na planie
koła, na trzech kondygnacjach (na
trzeciej
> kondygnacji miejsca na urny kremacyjne). Wsparte na kolumnach
galerie> prowadzące do grobowców na drugiej i trzeciej kondygnacji pełnią rolę traktów
> komunikacyjnych oraz chórów podczas nabożeństw. Ze względów bezpieczeństwa z
> drugiej kondygnacji prowadzi poza kurhan wyjście bezpieczeństwa. Aby zapewnić
> bezpieczną ewakuację w przypadku awarii oświetlenia, w szczycie kurhanu
> umieszczono okno witrażowe , z którego centralnie wyprowadzono krzyż pełniący
> rolę kanału wentylacyjnego i odgromienia .
>
> Świątynia
> Centralna część kurhanu przeznaczona jest do odprawiania nabożeństw. Aby
> zachować ekumeniczny charakter budowli nie umieszczono symboli religijnych
> mogących powodować konflikty - jedynym elementem wyznaczającym miejsce
> odprawiania obrządku jest ołtarz z połowy pnia czarnego dębu podparty dwoma
> metalowymi rybami - pierwotnym symbolem chrześcijaństwa.
>
>
Temat: I Bieszczadzki Zlot Leśnych Ludzi "Zakapiory 2004"
I Bieszczadzki Zlot Leśnych Ludzi "Zakapiory 2004"
15 IX 2004 r. w Polańczyku odbyła się niecodzienna impreza towarzyska - I
Bieszczadzki Zlot Leśnych Ludzi "Zakapiory 2004".
Galerię FOTO można obejrzeć na stronie: www.Zakapiory2004.ePodkarpacie.com.
Jej organizatorem był pustelnik Jano, który zaprosił swoich przyjaciół na
godz. 15 do przystani statku spacerowego TRAMP Stamtąd 48 osób wyruszyło w 3
godzinny rejs widokowy po Jeziorze Solińskim ufundowany przez właścicieli i
kapitanów statku: Jana Zajdę i Tadeusza Gurgula, przebranego w strój
arabskiego szejka. Samo powitanie na przystani było bardzo serdeczne,
zabawne i wzruszające. O godz. 15.30 statek wyruszył w rejs filmowany z
łodzi WOPR przez znanych fotografów: ks. Bogdana Janika z Myczkowiec i
Wiesława Wasylewicza ze Sredniej Wsi. Na stateczku wszyscy obecni
przedstawiali się krótko prezentując swoją osobę. A byli to m.in. Wojomir
Wojciechowski "Woj", emerytowany dyrektor BdPN, Władysław Nadopta "Majster
Bieda" spod Małej Rawki, Krzysztof Szymala "Zbój" organizujący napady na
bieszczadzką ciuchcię, Łysy" z Czarnej, znany rzeźbiarz i poeta, Ryszard
Krzeszowski z Chmiela ps. Prezes, znakarz szlaków konnych i szef
bieszczadzkich koniarzy, bosman Marek Dmitrzak "Marus" z Polańczyka, Wojtek
Maciaszek, autor "Remedium Bieszczadzkiego" z Polańczyka, Stanisław Orłowski
z Orelca, Prezes Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych Karpaty, Andrzej
Radwański z Sanoka, Prezes
Koła Przewodników PTTK w Sanoku, Andrzej
Niepołomski, przewodnik beskidzki z Polańczyka, Wiesław "Wienia" Zyk
ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR, Grażyna i Leon Chrapkowie z Bóbrki, Magda
i Janusz Demkowiczowie z Orelca, a także wiele pięknych Pań towarzyszących
swoim wybrankom oraz prawdziwych bieszczadników, związanych sercem z
bieszczadzką ziemią. Przedstawiciele mediów: Grzegorz Bończak z "Super
Nowości", portale internetowe: Tomek Święch www.bieszczady24.pl z Sanoka,
Grzegorz Bałda www.ePodkarpacie.com z Rzeszowa, Stanisław Styrzyżewski
www.bieszczady.pl z Leska, Jasiu Orłowski www.bieszczady-przewodnicy.pl z
Orelca oraz Rafał Barski z Wydawnictwa Ruthenus z Krosna mieli wiele zajęcia
i niepowtarzalnych okazji do sfilmowania znanych bieszczadników i
bieszczadniczek. Podczas rejsu statek TRAMP zawinął po samotnika Juliusza
Wasika ("Juliusza spod dębu") mieszkającego w chatce nad jeziorem w odnodze
Sanu. W drodze powrotnej powitał nas ze swojej motorówki słynny samotny
osadnik Henryk Victorinii z Sokolego, który przeżył w Bieszczadach 48 lat
bez energii elektrycznej i drogi dojazdowej. Na wysokości Teleśnicy Sannej
otrzymaliśmy pozdrowienia od Zdzisława Brossa, a z Zatoki Teleśnickiej
dołączył do towarzystwa samotnik i muzyk Michał Giercuszkiewicz "Gier", były
perkusista grupy Dżem. W Polańczyku na "Cyplu" obok Centralnej Bazy WOPR
powiatli wszystkich gospodarze "Wypożyczalni sprzętu wodnego" Zygmunt i
Maria Załęscy, którzy ugościli nas w swojej pięknej altanie kominkowej.
Wszyscy obecni, których nie sposób wymieniać z osobna z nieukrywaną
serdecznością bawili się wspaniale przy dźwiękach gitar, śpiewach chóralnych
i solowych do późnego wieczora. Zapowiedziano następne spotkania
bieszczadników: 3 X (niedziela) o godz. 11 na V po wojnie odpuście w cerkwi
w Łopience oraz 15 X (czwrtek) o godz. 16 w kawiarni prowadzonej przez Kasię
i Andrzeja Niepołomskich w Sanatorium PLON w Polańczyku, na wernisażu z tego
spotkania połączonym z koncertami muzyki i pieśni bieszczadzkiej.
Serdecznie zapraszamy!
Pustelnik Jano z Polańczyka
Temat: Newsletter 13
Warszawa tez płaci cene za wiezowce.
CO SŁYCHAĆ NA RYNKU
PODUPADŁE SERCE STOLICY
Nasza biedna Warszawa. To prawie dwumilionowe miasto od 60 lat nie ma centrum.
Bo nie jest nim ani powojenna makieta Starego Miasta, ani słynny podarek
Stalina. Młodzi z konieczności umawiają się pod Rotundą PKO lub przy stacji
metra. Krakowskie Przedmieście skarlało, Nowy Świat broni się przed atrofią,
przepoczwarzając się w park restauracyjny razem z Chmielną, która po kilku
latach śmierci klinicznej próbuje wrócić do swej dawnej funkcji handlowego
łącznika z Marszałkowską i jej wielkomiejskim ruchem. Sama Marszałkowska też
przechodzi trudny okres - skurczona do odcinka między
Galerią Centrum a hotelem
MDM, szuka swojego miejsca, eksperymentując to z butikami, to znów z
kawiarniami. Wielkim sukcesem Marszałkowskiej stała się, moim zdaniem, Green
Café, ale czy to już naprawdę szczyt możliwości? Jak długo jeszcze honor
najważniejszej warszawskiej ulicy spoczywać musi wyłącznie na barkach
GaleriiCentrum? Aleje Jerozolimskie podupadły. Mimo ruchu pieszego, większego jeszcze
chyba niż na Marszałkowskiej, zamarły na etapie Smyka, Alhambry i sklepiku z
souvenirami nieopodal Aerofłotu. Kompletna bryndza. Piękne niegdyś kamienice
naprzeciwko Pałacu Kultury zamieniły się w grożące zawaleniem ruiny.
Jerozolimskie, jak dotąd, nie potrafiły wykorzystać szansy, jaką im stworzyło
imponujące odrestaurowanie hotelu Polonia. Dla mnie Aleje to Fotoplastikon.
Wielkim problemem Warszawy jest niemożliwość rozwiązania problemu skrzyżowania
Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich, co przypomina kwadraturę
koła. Cztery
klęski wokół niewydolnego ronda Dmowskiego: kikut Universalu nad pomnikiem
Rotundy PKO, przechodzący wylinkę, czyli zmianę skóry, były hotel Forum, hotel
Metropol rozpaczliwie trwający nad muzeum Cepelii i ziejący pustką tzw.
kupieckich pasiastych rynien plac Defilad. Jak mawiał mój ojciec: obraz nędzy i
rozpaczy.
"Cały naród buduje swoją stolicę" - głosi napis wyryty w piaskowcu na elewacji
Empiku u zbiegu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich (ten budynek jest zresztą
jednym z nielicznych w Warszawie przykładów udanej rewitalizacji). Wygląda na
to, że naród nie podołał. Wiem, że architekt miejski niewiele może, ale
spodziewałem się po nim nieco więcej - choćby jakiejś wizji, która
zainspirowałaby deweloperów. Czyżby ta kadencja władz Warszawy miała przejść do
historii li tylko w wątpliwej aureoli niewydolnych prób odbudowy pałacu Brühla
i jeszcze smutniejszych - rozbudowy stadionu Legii? Czy rzeczywiście jedyna
nadzieja w Złotych Tarasach - wspaniałym sztucznym sercu naszego miasta?
TADEUSZ ŻUROWSKI, PREZYDENT POLSKIEJ FEDERACJI STOWARZYSZEŃ ZARZĄDCÓW
NIERUCHOMOŚCI
Strona
4 z
4 • Zostało znalezionych 183 wypowiedzi •
1,
2,
3,
4